Bielenda Olejek Arganowy konkurs
Kontynuujemy nasz konkurs, które partnerem jest Firma Bielenda Kosmetyki Naturalne Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Do rozdysponowania mamy...
Syrenka kopenhaska świadkiem
To już ostatni list, jaki publikujemy w konkursie organizowanym wspólnie z serwisem Twój Wymarzony Ślub, w którym prosiliśmy Was o opisanie swoich...
Firma Bielenda zaprasza na konkurs
Od dzisiaj rozpoczynamy konkurs, który będzie trwał przez ponad trzy miesiące. Jego organizatorem jest portal NaszTomaszow.pl a sponsorem Firma...
Świąteczna niespodzianka
Jeszcze tylko do końca miesiąca możecie wziąć udział w konkursie, w którym do wygrania jest kilka interesujących nagród, w tym romantyczna kolacja we...
Druga połówka szczęścia
Przypominamy o naszym, wciąż trwającym konkursie, w którym prosiliśmy Was o opisanie swojego dnia zaręczyn. Wciąż otrzymujemy maile, które będziemy...
Nagrodą w konkursie jest kolacja dla dwojga w Hotelu Kruk, manicure i spa dla zwycięskiej pary w Salonie Urody przy ul. Mościckiego 38 oraz pielęgnacja włosów kosmetykami Matrix w salonie fryzjerskim Solaris w Ujeździe.
Zwycięski list publikujemy jeszcze raz. Autorkę prosimy o kontakt z redakcją w celu ustalenia warunków i terminu odebrania nagrody.
Z moim narzeczonym spotykamy się już prawie od 10 lat. Od dłuższego czasu rozmawialiśmy o zaręczynach, jednak zawsze coś stało na przeszkodzie... W końcu się stało...
Był dzień przed minioną wigilią Bożego Narodzenia, spędzałam go jak co roku w kuchni razem z babcią przygotowując potrawy świąteczne. Mój R. dzwonił w tym czasie kilkakrotnie z pytaniem "co robisz?" Za każdym razem odpowiadałam zgodnie z prawdą "Pierogi". Gdy zadzwonił po raz czwarty stwierdził, że przyjeżdża na 10 minut pogadać, ponieważ ma problem z prezentem, pomimo, że dwa dni wcześniej mówił, że prezent kupiony i ma nadzieję, że trafił w mój gust...
Po piętnastu minutach od ostatniego telefonu zjawił się, jak zwykle zabiegany, z telefonem przy uchu. Powitałam go w drzwiach, w przepięknym, ubrudzonym czym się tylko dało dresiku, z włosami spiętymi w kucyk i rękami całymi w mące (z pierogów przerzuciłam się na uszka).
Mój R. od samego progu zaczął monolog, że znamy się tyle czasu, że wszystko co mógł mi kupić, to dostałam z okazji: urodzin, imienin, walentynek, dnia kobiet i wszystkich innych, a teraz to on już nie ma pomysłu, więc zabiera mnie dziś do teatru do Łodzi (dzień przed wigilią!).
Pierwsza myśl jaka zrodziła się w mojej głowie to: "Ten mój chłop zgłupiał! Dzień przed wigilią! A moja ryba po grecku, sałatki, ciasta, barszcz?! Co powie mama?" Moje wyrzuty sumienia zostały szybko stłumione krótkim: "Mama wie i się zgadza. Załóż tą czarną sukienkę, bo w końcu idziemy do teatru. To ja uciekam, będę przed 18, bo sztuka jest na 20. Buziak. Pa" I już go nie było...
Wróciłam do kuchni lekko zszokowana, powiedziałam babci, że ja i owszem pomagać będę ale tylko do 16.30 bo potem się muszę szykować, gdyż R. zabiera mnie do teatru. Babcia potwierdziła moje obawy odnośnie zdrowia mojego chłopaka słowami "Zgłupiał".
Dochodziła 17 biegała po całym domu z prędkością światła szukając sukienki, butów, szczotki do włosów, torebki. Dlaczego nigdy nie ma ich tam, gdzie być powinny, a znajdują się tam gdzie w życiu bym ich nie szukała?! W końcu o 17.55 byłam wyszykowana, umalowana, wypachniona i czekałam na Niego.
Zgodnie z obietnicą zjawił się o 18, powiedział, że mnie zabiera i że odda, ale późno i uciekliśmy od domowych obowiązków. Ucieczka nie była szybka, w końcu szpilki nie nadają się do biegu, szczególnie po lodzie... Już w samochodzie chciałam się dowiedzieć czegoś więcej o sztuce i teatrze. Usłyszałam tylko "Tajemnica, zobaczysz na miejscu!" To mi nie wystarczyło, oj nie! Drążyłam temat, że przecież dzień przed wigilią to teatry chyba nie grają, bo przecież tam też pracują ludzie itp. W odpowiedzi usłyszałam, że to malutki teatr i tam grają, a jak bardzo muszę wiedzieć to będzie to komedia romantyczna, ale wszystkiego dowiem się na miejscu i że to koniec tego tematu.
Do Łodzi dotarliśmy parę minut po 19, zatem zostało nam dość dużo czasu, mój chłopak zaproponował, żebyśmy podjechali na chwilkę do mieszkania, które wynajmujemy zobaczyć, co tam słychać, w końcu nie było nas prawie tydzień... Troszkę zaczynałam się domyślać, że R. coś kombinuje i myślałam, że wymyślił coś w domku. Minę miałam niezbyt szczęśliwą, ponieważ w domu rzeczywiście sprawdziliśmy tylko czy wszystko w porządku, woda i gaz zakręcone, telewizor wyłączony z gniazdka, itp. nie czekał nas tam żadna niespodzianka. Przeczucie, że być może coś przeszła i z lekkim rozczarowaniem wyruszyliśmy do teatru.
Jechaliśmy naszym samochodem chyba po całej łodzi, w jedną i drugą stronę, w końcu znaleźliśmy się w okolicy mojej uczelni, którą dobrze znam i wiem, że nie ma tam żadnego teatru nawet takiego najmniejszego... Zatrzymaliśmy się przed restauracją, do której zawsze chciałam pójść ale nigdy nie było nas na nią stać. Gdy weszliśmy do środka czekał na nas pan menedżer, który zaprowadził nas do naszego stolika w osobnym pokoiku, przedstawił nam naszego osobistego kelnera na ten wieczór oraz życzył udanego wieczoru...
Restauracja ta mieści się w wilii z lat dwudziestych ubiegłego stulecia, zatem jej wnętrza są zupełnie wyjątkowe. W naszym "pokoju golfowym" na ścianach wisiały przepiękne stare fotografie, kije golfowe, paliły się dziesiątki świec, w tle sączyła się cichutka muzyka, a w rogu stał stolik nakryty dla dwóch osób. Mój R. powiedział mi wówczas, że niestety teatr nie wypalił i zamiast tego zabrał mnie na kolację. Była trochę zaskoczona, ale w tej chwili wszedł kelner z szampanierą i szampanem, nalał nam po kieliszku i wyszedł. I nie myślcie, że R. się już wtedy oświadczył, o nie...
O samej kolacji nie będę dużo pisała, ujmę to tak "uczta dla duszy i ciała" Po dwóch godzinkach ucztowania i rozmowy, gdy pochłonęliśmy przepyszne potrawy, nasz kelner wraz z menedżerem oprowadzili nas po całej willi opowiadając o restauracji i jej niepowtarzalnych wnętrzach pełnych antyków i pamiątek z lat świetności Łodzi. Całość zapierała dech w piersiach. Cała restauracja była tylko dla nas. Byliśmy w niej sami tylko z obsługą.
Gdy wróciliśmy do "naszego" pokoiku oczekując na deser Robert na chwilkę zniknął lecz zaraz powrócił. Siedzieliśmy sobie rozmawiając o tym wyjątkowym budynku i jego przeszłości w pokoiku obok zaczęło coś szurać i hałasować, to nasz kelner przeciskał się przez drzwi łączące nasz pokój z salą filmową z przepięknym bukietem róż.
Podarował mi go ze słowami, że mój ukochany prosił o przekazanie go z wyrazami największej miłości. Byłam bardzo zaskoczona, lecz to był dopiero początek. Gdy odwróciłam się do R. on klęczał przede mną z przepięknym pierścionkiem. Mówił o miłości, oddaniu i wyjątkowości naszego związku, a ja byłam tak bardzo zaskoczona, że nie mogłam wykrztusić z siebie nawet słowa... jednak w końcu padło to wyczekane "TAK".
To był najszczęśliwszy i najbardziej wyjątkowy dzień (jak do tej pory) w naszym życiu. Każdemu życzę takich wyjątkowych zaręczyn. Ja swoje będę pamiętała do końca życia.
Tutaj tekst